w poszukiwaniu...

....drążąc skałę wytrwałości.

Uwielbiam kroczyć w nieznane drogi...poznawać stałe i niepewne grunty swoich emocji... wyświechtanych od stóp po głowę imperialistycznych granic gestów i słów.

A wszystko po to, by móc się zbliżyć jeszcze bardziej do tych, którzy są tak daleko.

 

Zagadki wczorajszego uczucia...drażniły mnie jeszcze dosyć długo....

bez wiednie prosząc o oddanie im wolności.

 

A los i tak robi swoje.

Wystawia nas na próby swoich surrealistycznych pomysłów, ekstremalnych filozofii ...

I karze nam dostosować umysły do tej szalonej gry.

 

Zdać się na powagę czasu i nieokiełznany krzyk losu.....?

 

...kto dziś zaprzeczy, iz ta mieszanka nie ma nic wspólnego z zachowaniem symetrii...a już na pewno próby złapania harmonijnego oddechu w podobnej zadumie i mocnym skupieniu.