w poszukiwaniu...

"Jestem maszyną. Jestem Pilotem..."

 

Najczęściej zaczyna się od zabaw z podstawówki, po podwórku biegania z kolegami, zakradania się do garażu rodziców i obmyślania najlepszych strategii, dziwnych wynalazków, innowacyjnych rewolucji i podbijania tym świata.

Będąc młodym człowiekiem, ma się chęć robienia czegoś zupełnie innego, przeciwnego, zupełnie odmiennego odbiegającego od reszty.

Satysfakcja z bycia zaakcentowanym i docenionym...przerasta najśmielsze oczekiwania, spełnienia tego pragnienia zarazem i wymagania .

To chęć wyrwania się z codzienności, chęć bycia wyróżnionym choćby dla siebie samego.

 

 

Później z czasem, dociera poczucie adrenaliny, która dodaje do życia ożywienie, pełne podniecenie, czuje się wtedy spore uniesienie i ekscytacje zarazem.

 

 

Największa jednak adrenalina towarzyszy, podczas realnej walki w powietrzu.

Poznanie siebie w sytuacjach bez wyjścia, w zaskakujących okolicznościach i reakcjach na bezimienny, niejasny stopień trudności.

Zawsze nadarza się jakaś przygoda, wykreuje się dane zdarzenie, które odróżni trening od prawdziwej sytuacji, prawdziwego lotu w nieznane i uzycia autentycznej broni.

 

Gdzie w tym wszystkim czujne oko bezbieczeństwa, gdzie wyważona reakcja, gdzie realizm i rozsądek?

W ogóle...czy można o tym mówić, kiedy w grę wchodzi latanie taką maszyną ?

 

Sytuacje niebezpieczne, co wtedy kiedy się pojawiają ?

Gdy w powietrzu nagle zabraknie łączności, lub nastąpi awaria prędkościomierza ?

 

Piloci przechodzą ogromnie dużo szkoleń, symulacji, wyjeżdżają do USA gdzie czeka ich wiele zmarnowanych nocy spędzonych na nauce i niemały stres. Szczerze jednak ,Polski lotnik, jeśli tylko dac mu odpowiednie mozliwości i szanse, z natury swojej da sobie radę i odnajdzie się w każdych okolicznościach.

 

...nogi usadowione w dwie dziury, wokół cały sprzęt, siedzenie odchylone do tyłu...na kolanach doczepione mapy i książki techniczne, radar i wszystkie ekrany są na wysokości oczu, nie trzeba spoglądać w dół. Wszystko kontrolowane i nadzorowane, w intercesji przycisków i pokręteł, które są na przepustnicy i drążku sterowym. Technika, wymaga praktyki, z czasem jednak jest się w tym coraz lepszym.

 

Pilot, może w tym czasie dowodzić maszynami w powietrzu.

Lot wymaga obszernego planu, przyzwoitej koncepcji, zamysłu...musi w całej kompilacji, znać jego intencje. Trzeba wciąż być w dialogu z innymi, nie ma chwili na bezczynne siedzenie, nie ma miejsca na pasywność.

A przecież lot potrafi czasem trwać bardzo długo w odróżnieniu od lotu na liniach lotniczych, zdarza się tankowanie w powietrzu, taki lot to wyczerpujące zadanie a głowa jest wciąż zajęta.

 

Piloci myśliwców mogą być nieokrzesani, okrutni...wręcz stać się barbarzyńcami.

Jednak za nim wyruszą na misje, muszą czekać kilka lat ustawieni w kolejce. Muszą przejść wszelkie testy wytrzymałości tej psychicznej przedewszystkim jak i fizycznej. Nie każdy jest na to gotowy.

 

Wydaje się być to szczerze ekscytujące, zachwalone w porównaniu do codziennych lotów.

 

Jednak czy na pewno ?

 

W sierpniu minęło 100lat odkąd człowiek przymocował broń do samolotu, a lotnictwo samo w sobie bardzo się rozwinęło. Polsce przecież można wiele zawdzięczyć Bitwa Warszawska 1920.

Odważni ludzie budzą podziw a Polska ma długą i trudną historię. Mimo fatalnego położenia, z jednej strony Rosja z drugiej Niemcy to jednak nie brakuje nam determinacji.

Polska to kraj, dla którego ważne jest bycie przygotowanym. To gotowość, która pomaga w utrzymaniu pokoju. Jednak ktoś kto sam może ucierpieć, wiedząc o tym, pewnie na atak nie podejmie zdecydowanego kroku.

 

Jednak bycie pilotem, to też rezygnacja z pewnych udogodnień, ograniczenia spokoju.

To rodzaj ignorancji wolności. To dyskomfort dla pilota. Istnieją rzeczy, z których trzeba zrezygnować kiedy inni korzystają z życia na swój sposób. To jest jednak zasadnicza niewygoda. Ten zawód nie dopuszcza wyjatków.

 

Na koniec dodała mi się pewna rozmowa... z tym, najsłynniejszym pilotem...

 

"Poznałem moją żonę 20 lat temu. Była ratownikiem w bazie lotniczej. Musiałem wyjechać do Europy, a ona nadal studiowała w Stanach. Poza tym miała tylko 19 lat. W tamtych czasach nie było jeszcze komórek, internetu. Jedyną opcją utrzymania kontaktu było pisanie listów albo rozmowa przez "prawdziwy" telefon. Przez 12 lat każde z nas podążało swoją ścieżką.

W 2001 roku znalazła mnie przez internet. Wysłała mi wiadomość: „Pamiętasz mnie?”. Co za idiotyczne pytanie. Nigdy o niej nie zapomniałem. Od 8 lat jesteśmy małżeństwem. Na szczęście nie musiała przechodzić przez większość tego, co opisałem . I dobrze. Kiedy byłem młodszy, nie nadawałem się na męża czy ojca. Lubiłem wszystkie korzyści płynące z bycia samotnym pilotem myśliwca. Ona pojawiła się w odpowiednim momencie."



ten wątek wymaga jednak osobnego poglądu....